Wyprawa na Kretę

16./17.04.2016 – dzień 1 / dzień 2 – Kalimera, czyli dzień dobry Kreto!

Dystans: Lotnisko Heraklion –  Bali, ok. 50 km

Nadszedł w końcu ten wyczekiwany od kilku miesięcy dzień naszej wyprawy na Kretę. Tym razem skorzystaliśmy w połączeń lotniczych linii easy jet na trasie Berlin- Heraklion – Berlin. Na Kretę wyruszyliśmy w 8 osób –  5 osób dorosłych i troje nastolatków.
Berlin powitał nas deszczem i zimnem, ale wiedzieliśmy, że niedługo czeka na nas słońce i przyjemna letnia temperatura. Pożegnaliśmy więc deszczowy, smutny i szary Berlin, bluzy schowaliśmy głęboko do plecaków i byliśmy gotowi na grecką przygodę.

W Heraklionie wylądowaliśmy z godzinnym opóźnieniem, no cóż tak bywa, są rzeczy na które nie mamy wpływu. Dodatkowo godzina na „plus” spowodowała, że zrobiło się dość późno. Wiedzieliśmy już, że nasza nocna wyprawa do Rethymno raczej nie dojdzie do skutku, ale zawsze istniał plan B.
Kiedy wyszliśmy z lotniska poczuliśmy powiem ciepłego powietrza, takiego, jak można u nas poczuć po upalnym dniu. Wokół było dużo zieleni i kwitnących kwiatów, niektóre gatunki pachną intensywnie głównie wieczorem. Atmosfera więc była bardzo wakacyjna i południowa. Wiedzieliśmy, że już będzie nam się podobało.
Trzeba było jeszcze odebrać z wypożyczalni auto. Formalności załatwialiśmy wcześniej zamawiając auto przez Internet. Po raz kolejny skorzystałam z oferty Goldcar (mam dobre doświadczenia z tą wypożyczalnią, nie raz korzystałam z niej przy okazji innych podróży). Mają przystępne ceny, nowe auta, jest możliwość wykupienia dodatkowego ubezpieczenia Super Relax, dzięki któremu nie blokują środków na karcie kredytowej oraz mam spokojną głowę jeśli chodzi o problemy, które mogą się zdarzyć na drodze.
Po krótkich formalnościach dostaliśmy piękne, nowe dwie sztuki – Peugeot 208 i pomknęliśmy na zachód w kierunku Bali, wioski położonej na północy wyspy, nad Morzem Kreteńskim. Bali to miejsce naszego pierwszego noclegu na Krecie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce po godz, 23.00 zastanawialiśmy się, jak trafimy do hotelu – po ciemku i bez podanej nazwy ulicy. Na szczęście był jeszcze otwarty sklep, a właściciel okazał się być dobrym znajomym właściciela hotelu. Zadzwonił wiec do niego, wytłumaczył nam jak dojechać i udało się trafić bez problemu na miejsce.
Właściciel hotelu powitał nas tak serdecznie, że czuliśmy się, jakbyśmy przyjechali do dobrego znajomego lub do rodziny. Było to już kolejny przejaw serdeczności ze strony Kreteńczyków!
Zbliżała się północ, zapytałam więc nieśmiało właściciela, czy jest jeszcze szansa na jakiś posiłek (w końcu tego dnia nie było okazji na zjedzenie czegoś konkretnego), a on zaproponował, że skontaktuje się ze swoim przyjacielem, który ma w Bali swoją restaurację i tam dla nas coś przygotują. Zostawiliśmy w pokojach bagaże i czym prędzej poszliśmy do Taverny Akrogiali, gdzie na nas już czekali. Jedząc kreteńskie przysmaki, popijając lokalnym piwem byliśmy szczęśliwi, że nasza przygoda dopiero się zaczyna. Pierwsze wrażenie Krety i Kreteńczyków było bardzo pozytywne.

Całodzienna podróż i mnóstwo emocji dają się we znaki. Zmęczenie ogarnia każdego. Czas zapłacić rachunek i pójść spać, bo jutro czeka nas ciekawy dzień. Ale czeka nas kolejna niespodzianka – do rachunku dostajemy gratisy – dorośli po kieliszku raki (mocny alkohol produkowany z winogron – odpowiednik chorwackiej rakiji czy włoskiej grappy), dzieci cytrynowy sorbet, dodatkowo paterę z owocami oraz ciasto.
Nie wiem, czy znajomości właściciela hotelu czy też nasz urok osobisty spowodował, że byliśmy tak dobrze obsłużeni, ale może to na Krecie standard?
Jest grubo po północy, dodatkowo dochodzi jeszcze + 1 godzina do czasu w Polsce, ledwo żywi wracamy do hotelu. Ciekawe co jutro przyniesie dzień….a zapowiada się ciekawie, bo w programie naszej wycieczki wizyta w najpiękniejszych miastach na wyspie: Chania i Rethymno.

Dzień 2.
Poranek w Bali

Pobudka parę minut po 7.00 – szybko zerkam na okno, czy jest słońce … Jest! Pogoda zapowiada się wyśmienicie. W końcu nie może być inaczej – wg prognoz mają być upały. Widok z hotelowego balkonu już mnie urzeka!

Spotykamy się całą ekipą w hotelowej restauracji, a naszym oczom ukazuje się widok jak z pocztówki. Morze Kreteńskie w odcieniach błękitu, turkusu i szmaragdu, kolorowe domki wybudowane jakby jeden nad drugim. Jest po prostu cudownie!

 

 

Po śniadaniu jest jeszcze czas na kawę na tarasie, chwila relaksu, każdy z nas czuje się szczęśliwy, że jest w tym miejscu, szczególnie teraz, kiedy w Polsce zimno i deszczowo. A tu na Krecie wiosna w całej okazałości!
Krótkie omówienie planów na dziś, pakujemy się i opuszczamy hotel. Idziemy jeszcze na krótki spacer wokół hotelu oraz na plażę, odwiedzamy tawernę, w której byliśmy wieczorem i pakujemy się do naszych Peugeotów. Przygoda się zaczyna!

c.d.n.

Część 2: najpiękniejsze miasta Krety i część 3: najpiękniejsze plaże Krety- już wkrótce