Linia brzegowa Krety to ok. 1040 km, na której znajduje się ponad 300 plaż położonych na północy nad Morzem Kreteńskim i na południu nad Morzem Libijskim (Basen Morza Śródziemnego).  Wybrzeże jest bardzo zróżnicowane, są miejsca skaliste, niedostępne od strony lądu, są również przepiękne plaże z białym bądź różowym piaskiem, które przypominają krajobraz odległych rajskich wysp. Jedno jest pewne, obok klimatycznych miejscowości plaże Krety są magnesem przyciągających rzesze turystów.

Podczas naszej wyprawy na Kretę mieliśmy wypisane kilka plaż z tzw. listy MUST SEE, czyli tych, które należy zobaczyć.

Już podczas naszego pierwszego poranka w miejscowości Bali mieliśmy przedsmak tego, czym Kreta nas zachwyci. Plaża w Bali zrobiła na nas wrażenie (zdjęcia i relację z miejsca zobaczysz tutaj) Jednak nie wiedzieliśmy, że to co ujrzymy podczas kolejnych dni wyprawy powali nas na kolana…

Dzień drugi naszej wyprawy na Kretę poświęciliśmy zwiedzaniu jednych z piękniejszych miasteczek wyspy – Retimno i Chania (o których wkrótce napiszemy w osobnym poście), natomiast dzień trzeci stał pod znakiem plaż, które w rankingach plasują się jako te najpiękniejsze plaże Krety, czyli Balos i Elafonissi. Naszą bazą wypadkową oraz miejscem noclegowym była miejscowość Kissamos, położona na północno-zachodnim krańcu wyspy. Ranek powitał nas słońcem, a kawa na tarasie dodała energii na cały dzień. Zaraz po śniadaniu trzeba było wyruszyć w drogę, żeby móc ze spokojem delektować się najpiękniejszymi plażami Krety, które zaplanowaliśmy zobaczyć.

plazekreta

W związku z tym, że nocowaliśmy w Kissamos to jako pierwszą w programie mieliśmy plażę na Lagunie Balos, do której mieliśmy tylko 15 km. Niby blisko, ale od wioski Kalyviani do parkingu w pobliżu laguny prowadziła droga szutrowa. Większa część drogi była w dobrym stanie, spokojnie nasze wypożyczone Peugeot 208 dały radę (choć wcześniej czytaliśmy, że najlepszą na tą trasę będzie terenówka). Oczywiście prędkości zawrotnych nie rozwinęliśmy, ale przynajmniej była możliwość podziwiania krajobrazów.

Dojechaliśmy do parkingu, na którym było mnóstwo kóz czekających na smakołyki od turystów. Od parkingu czekała nas już piesza trasa ok. 2 km górską ścieżką w kierunku laguny.

Schodząc w dół wkrótce naszym oczom ukazała się Laguna Balos – chyba jedna z najpiękniejszych plaż w całej Grecji, wizytówka Krety, a nawet kraju. Na jej terenie został utworzony chroniony obszar Natura 2000. Dzięki temu miejsce to może pochwalić się nieskazitelną, dziewiczą  przyrodą na której nie widać wszechobecnej komercji.  Laguna obejmuje teren między dwoma półwyspami: Cape Tigani oraz Gramvousa. Turkus morza, czasami zmieniający się w innym miejscu na granat, biel i róż piasku, obrazek jak z Karaibów. To było chyba najpiękniejsze miejsce, które do tej pory widziałam. Idąc na dół w kierunku morza ciągle przystawaliśmy, żeby podziwiać krajobraz, robić zdjęcia. Jest tam również punkt widokowy, skąd roztacza się pocztówkowy widok na lagunę. Byłam szczęśliwa, że znaleźliśmy się w tym miejscu w kwietniu, nie chcę nawet myśleć, co się tu dzieje w środku sezonu. W tym momencie było naprawdę niewielu turystów, co dawało nam bardzo duży komfort. Poza tym temperatury latem dałyby się we znaki, szczególnie w drodze powrotnej.

Plaża na lagunie idealnie nadaje się dla rodzin z małymi dziećmi. Jest tam dużo płycizn, woda jest ciepła (w kwietniu normalnie tam można było plażować), idealna dla najmłodszych. Ciekawostką był różowy piasek, (a właściwie zmiażdżone muszelki) który dekoruje również inne, kreteńskie plaże. Można tu na prawdę spędzić rajski dzień. My jednak w planie mieliśmy jeszcze inną rajską plażę – Elafonissi, dlatego też musieliśmy wracać do auta. O Elafonissi napiszemy wkrótce.

Praktyczne wskazówki:

  • Do plaży można jeszcze dotrzeć drogą morską – kilka razy dziennie kursuje statek z Kissamos, który dodatkowo zatrzymuje się na wyspie Imeri Gramvousa. Niestety płynąc statkiem jesteście pozbawieni widoku na lagunę z góry, no i macie ograniczony czas, a także setki turystów, którzy w tym samym momencie wychodzą na plażę.
  • Trzeba pamiętać, że od momentu wjazdu na szutrową drogę prowadzącą do Balos nie znajdziecie już żadnego sklepu, straganu, trzeba więc zabrać ze sobą prowiant i przede wszystkim zapasy wody.  Nie ma tam również toalet oraz prysznica ze słodką wodą.
  • W Internecie znajdziecie mnóstwo opisów o „niebezpiecznym” dojeździe do Balos z notatką, że najlepsze auto to terenówka. Bzdura, trasa nie jest ani wymagająca nadzwyczajnych umiejętności kierowcy ani niebezpieczna. Po prostu trzeba jechać powoli i uważnie.
  • Na przejście z parkingu do plaży warto ubrać sportowe sandały. W typowych letnich japonkach może być niewygodnie, a i o skręcenie kostki nietrudno.
  • Konieczny kapelusz oraz krem z filtrem.